Barcelona – mój gastro przewodnik. Czyli gdzie zjeść i jak nie jeść w Barcelonie?

Lifestyle
Szykujesz się na wycieczkę do Barcelony? O to moja lista miejsc i restauracji, która podpowie Ci nie tylko gdzie zjeść, ale również jak to zrobić z głową! Kto jest miłośnikiem jedzenia tak jak ja, ten musi na swojej Bucket liście wpisać podróż do Barcelony. Nie odkładaj wyjazdu, bo szanse znalezienia tanich lotów z Polski do Barcelony są spore! A jeśli szukasz tanich noclegów, to polecam portal Airbnb. Nie tylko prześpisz się za grosze, ale poznasz lokalnych ludzi, zobaczysz jak żyją na co dzień i jeszcze bardziej poczujesz klimat tego miasta. Moje zwiedzanie trwało tylko 4 dni, ale jedzeniowo wykorzystałam je w stu procentach. Być może, według niektórych szansa znalezienia restauracji godnej polecenia w tak krótkim czasie jest znikoma, jednak wierzcie mi – w kwestiach odkrywania gastro-cudów, nie mam sobie równych. Mogę nie zwiedzić najlepszych atrakcji i najsłynniejszych miejsc (i tak też często się dzieje), ale knajpę z dobrym jedzeniem odkryję zawsze. Zapraszam zatem, do zapoznania się z artykułem, w którym znajdziecie restauracje i tapasbary warte odwiedzenia w Barcelonie.

Pierwsza knajpka w Twojej okolicy

Jeśli tak jak ja nie mieszkasz w ścisłym centrum Barcelony, koniecznie odwiedź knajpkę w Twojej dzielnicy, do której wpadają lokalsi. Ja mieszkałam w Saint Andreu, jakieś 20-30 min metrem od La Sagrada Familia. Nie oznaczało to jednak, że byłam na restauracyjnym pustkowiu. W Hiszpanii ilość miejsc, w których możesz usiąść zjeść lub się napić jest ogromna, ze względu na ich cudowny zwyczaj jedzenia i spotykania się poza domem.

Kawa, croissant czy bocadillo con jamon (kanapka z lokalną szynką) są w mega niskich cenach, stąd na codzienne śniadanie, czy wieczorne wyjście z bliskimi pozwolić może sobie każdy.

 

Zawsze podkreślam, że jest to jedna z tych rzeczy, za które kocham Hiszpanię bardziej niż inne kraje. Swoje zwiedzanie rozpoczynałam z rana, uznałam więc, że dobrym pomysłem będzie zjedzenie typowego hiszpańskiego śniadania. I to też Wam polecam! Kawa, a do tego mała przekąska w postaci kanapki lub rogalika na słodko w lokalnym barze. Na większe i bardziej skomplikowane posiłki jeszcze przyjdzie czas.

Paella i inne – nigdy nie jedz w centrum gwaru.

Mówiąc w centrum, mam na myśli miejsca, w których jest olbrzymie skupisko turystów, a knajpy położone są jedna przy drugiej. Przykład? W jednej z bardziej ekskluzywnych i atrakcyjnie wyglądających restauracji, na przepięknym placu Reial, niesmaczny, słabej jakości obiad (w tym paella) dla dwóch osób kosztował około 100 euro.

Dlatego pamiętaj – nigdy nie jedz tam, gdzie widzisz duże grupy turystów. Tego typu restauracje zarabiają głównie na nas – nieświadomych i jednorazowych klientach.

O niebo lepszą paelle i nie tylko, możesz zjeść w restauracji La Fonda, położoną zaledwie dwie minuty pieszo od placu Reial. Niedość, że smak i jakość dały się zauważyć, to jeszcze rachunek był o połowę niższy!

Paella w Barcelonie

Tapas & pinchos bary – tego musisz spróbować!

Jest ich mnóstwo, jednak ja polecę Ci tylko dwa z nich, o różnej historii, duszy i klimacie.

Bar La Plata

Jaram się na samą myśl o opowiedzeniu Ci na temat pierwszego miejsca! Spacerując między wąskimi uliczkami niedaleko La Rambli natknęłam się na mikro bar z kilkoma stolikami, przy których siedziała starsza pani z pieskiem w towarzystwie dwóch jeszcze starszych panów. Wstąpiłam tam, ponieważ moją uwagę przykuł przepięknie zdobiony bar z niebieskich kafelek. Szybko  jednak zgłodniałam, gdy okazało się, że za kwadrans będzie siesta i kolejny posiłek mógł trafić się dopiero za kilka godzin. Ze skromnego menu napisanego na małej, czarnej tabliczce wybrałam pan con tomatepescadito fritoZapytałam starszego pana-barmana o wino domu. Ten dał mi do spróbowania kieliszek z jednej z beczek, która stała za barem. Trochę czerwonego wina już w swoim życiu próbowałam, ale tak pysznego i aromatycznego nie piłam nigdzie i nigdy później w swoim życiu (póki co!). Zamówiłam więc karafkę i po kilku minutach dostałam prostą butelkę ze szklanką i moimi tapasami. Nie muszę mówić, że było przepysznie. Zachwycona porozmawiałam z właścicielem i okazało się, że to słynny Bar La Plata – najstarszy tapas bar w okolicy. Założony w 1945r., był i jest odwiedzany przez wielkie osobistości! Jeśli już sam ten fakt nie zrobił na Tobie wrażenia… To na pewno zrobi to ich domowe wino i jedzenie! 🙂

 


La Tasqueta de Blai

Tę knajpkę pewnie znacie, jeżeli w Google wpisaliście „najlepsze pinchos Barcelona”. Ja jednak trafiłam do niej jak zwykle przez przypadek, gdy wybrałam się na wieczorny spacer po pokazie La Font magica, czyli kompleksu fontann przy Avenida Maria Cristina, które poruszają się do muzyki (oczywiście nie ominie Was kawałek Frediego Mercury, Queens – Barcelona ! :))

Uwaga! Pinchosów nie należy mylić z tapasami. W różnych regionach Hiszpanii będą one wyglądały inaczej, choć nam turystom i tak ciężko będzie zobaczyć wyraźną różnicę.

Najlepiej zapamiętać, że są to przekąski ( zazwyczaj w formie grzanki) z wtykniętą wykłaczką.
Sama knajpa wygląda jak typowy pub z długim barem, z wysokimi stołkami i stolikami. To, co z pewnością odróżnia tę knajpkę od innych jest sposób „zamawiania” pinchosów. Otóż, u barmana nie zamawiasz pinchosów, a prosisz o talerzyk i ewentualnie coś do picia. Z talerzykiem przechodzisz przez długi bar, na którym wyłożone są miliony rodzajów pinchosów. Wybierasz te z krótką wykałaczką za 1 euro lub z długą za 1,80 euro, a gdy je zjesz podchodzisz z talerzykiem i pustymi wykałaczkami, zliczasz je i płacisz. Na pewno na Twoim talerzu wylądują same pyszności, ale jeśli chodzi o napoje, to poleciłabym szczególnie Sangrie. Tylko tam miałam wrażenie, że piję prawdziwą, oryginalną, na czerwonym winie, z owocami, bez dodatku limonkowej Fanty, czy innych słodzików. No i ta porcja… Baja.

 El Jardi w Barcelonie

Gdyby nie to miejsce, nie poznałabym najlepszej i najprostszej przekąski, od której jestem teraz wręcz uzależniona! Nie zdradzę Ci jej jednak, bo zasługuje na osobny wpis w dziale odżywianie 😉 Jeśli będziecie spacerowali w okolicy Carrer de l’Hospital lub zaglądali do Biblioteca de Catalunya, koniecznie zajrzyjcie do znajdującej się tam kawiarni/restauracji. Właściwie jest to otwarty dziedziniec, z mnóstwem roślin wokoło, dobrą muzyką i przemiłą obsługą. Serwują przeróżne dania, desery i drinki, ale jeśli nie dla jedzenia to warto wpaść tam dla samego klimatu.

DIY tapas, czyli kup w markecie i przygotuj sam.

Nie tylko kwestie finansowe mogą Cię przekonać do odżywiania się samodzielnie w Barcelonie. Po całym dniu zwiedzania, bycia wśród ludzi i hałasu po prostu miło było zamknąć się w pokoju lub wyjść na taras i napić się dobrego (i super taniego) wina. A do niego – jak można się domyślić – brakowało tylko tapasów. Nie ma jednak problemu z ich samodzielnym przygotowaniem, ponieważ w każdym markecie znajdziesz: świeżo krojone jamony, salami, chorizo, mnóstwo serów, wiadra z oliwkami o różnych wielkościach i nadzieniach, świeże pieczywo, pyszne pomidory, awokado, winogrona… Wystarczy wziąć wszystkiego po trochu i stworzyć własny talerz dobroci. A jeżeli masz dostęp do kuchni i chciałbyś coś konkretniejszego – kup krewetki, o jakich w Polsce możesz tylko pomarzyć. Podsmaż na oliwie lub maśle z czosnkiem, posyp świeżą pietruszką lub dodaj gotowe pesto i podaj z pieczywem/makaronem. Koniecznie spróbuj sam coś przygotować, choć jednego dnia pobytu.

Gwarantuje Ci, że zakochasz się w tych smakach, a miej na uwadze, że w Polsce są one nie do podrobienia. 

Mam nadzieję, że spodobał Ci się mój gastro-przewodnik i podczas wycieczki po Barcelonie będzie przydatny. Daj znać, czy któreś z miejsc szczególnie Cię zaciekawiło. A może masz już swoje własne? Koniecznie napisz jakie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *